Hubert Suder – instruktor hatha-jogi, ekolog z zamiłowaniem do natury, ogrodnik z wykształcenia. W My Meditation Space prowadzi zajęcia online i offline, a nam opowiada o wewnętrznych supermocach, pułapkach samotnej praktyki, poszerzaniu świadomości i nowym podejściu w jodze Iyengara. 

Kasia Kubiak: Słyszałam kiedyś opinię, że mężczyźni dosyć rzadko praktykują jogę, ale kiedy już zaczynają, to bardzo często zostają nauczycielami. Zgadzasz się z tym? 

Hubert Suder: Coś w tym jest. U mnie zaczęło się już na studiach ogrodniczych w Poznaniu. Zacząłem interesować się Indiami, a więc też jogą. Miałem chyba szczęście, bo trafiłem na zajęcia jogi do bardzo inspirującej pary – Polki i Bułgara. On, artysta malarz, prowadziła zajęcia, a ona korygowała w tym czasie pozycje. Chodziłem do nich kilka lat i od tego się zaczęło.

Co Cię przyciągnęło do jogi? 

Sam nie wiem. Jak miałbym być szczery, to praktyka na macie stanowiła wtedy przeciwieństwo mnie. Jestem z natury niecierpliwy i niespokojny. Nigdy też nie byłem typem sportowca, choć lubiłem koszykówkę. Poza tym byłem wielkim sztywniakiem, dlatego strasznie cierpiałem na tych zajęciach (śmiech). Kiedy jednak zacząłem czytać o jodze, głębiej w nią wchodzić, zaskoczyła mnie. Od tego czasu, mimo przerw w praktyce, zawsze do niej wracałem.

Po studiach zajmowałeś się jednak przez pewien czas ogrodnictwem. I to w bardzo ciekawych miejscach. 

Zanim zacząłem moją pierwszą poważną pracę, trochę podróżowałem. To były dość ekstremalne wyprawy, bez pieniędzy, a nawet namiotu. Czasem spałem przez 3 miesiące w samochodzie. Ale zwiedziłem prawie całą Europę i Maroko. Szukałem w tych podróżach kilku rzeczy. Po pierwsze, muzyki. Chciałem doświadczyć muzyki Gnawa w Maroku, flamenco w Hiszpanii, czy fado w Portugalii. Pracowałem też na ekofarmach w Pirenejach i czy na ekologicznym polu lawendowym w Chorwacji. Tam mogłem wykorzystać moją wiedzę z zakresu ogrodnictwa. Trzecią rzeczą była capoeira i szkoły z nią związane. Dziś już niestety na capoeirę nie mam czasu. Po zakończeniu wypraw dostałem moją pierwszą pracę w zawodzie. Było to idealne miejsce – przepiękny park w Gardzienicach. 

Po przerwie wróciłeś do jogi i to na niej postanowiłeś się skupić. Czym więc jest dla Ciebie joga? 

Uwielbiam to uczucie, kiedy staję na macie i oddech sam płynie. Ale to także coś, co przenosi się na każdy aspekt mojego życia – taka czysta świadomość, coś bardzo pierwotnego. Kiedy idę przez las, skupiam się na sobie, na oddechu. Dzięki temu joga zawsze ze mną będzie, bo mogę rozciągnąć ja na inne aktywności. Zresztą moje postrzeganie jogi zmienia na przestrzeni lat. To moja ścieżka rozwoju. Ostatnio odkryłem zresztą, że tak naprawdę nie jest ważne, czy praktykuje się jogę czy cokolwiek innego. Ważne gdzie naprawdę jesteśmy w tym czasie. To jest bardzo trudne, zwłaszcza, że mamy tendencję, żeby taka aktywność była ucieczką – od rodziny, pracy, problemów. A tu nie o to chodzi. Dzięki jodze mogę być „bardziej” w mojej codzienności i lepiej radzę sobie z wyzwaniami. 

Dalsza część wywiadu pod zdjęciem

Hubert Suder podczas jogi w My Meditation Space

Dla nas wszystkich ostatni okres był bardzo trudny. Nie wiemy, co przyniosą kolejne miesiące i lata, dlatego wielu z nas szuka sposobów na wzmocnienie odporności psychicznej lub po prostu szuka wsparcia w tych trudnych chwilach. Czy joga może w tym pomóc? 

Moim zdaniem to jest do tego niesamowite narzędzie. Dzięki jodze możesz rozciągnąć swoją percepcję na cały organizm. Nie tylko rozumiesz, ale także czujesz swoje ciało, bo przecież mamy unerwienie także w brzuchu czy jelitach, które odpowiadają za naszą odporność. To „czucie” to także nasz system obronny, co doskonale widać na poziomie fizycznym. W przypadku kontuzji, wchodząc na matę, możesz wejść w ciało i zbadać, jakie mikroruchy możesz wykonać, co Ci służy, a co nie.  Poza tym praktyka jogi poszerza naszą świadomość, a dzięki temu podejmujemy lepsze decyzje.   

To może być jednak miecz obosieczny… 

Przy długotrwałej praktyce, tak jak w moim przypadku, zwiększa się wrażliwość. A to sprawia, że zastanawiasz się nad zbyt wieloma rzeczami. To czasem bywa frustrujące, bo wymaga pójścia na kompromisy. Jeżeli mam szczery, to nie przepadam za Warszawą, tempem życia i całą tą sztucznością. I tym, że wszystko musi być szybko, dużo i tanio. To chyba jednak temat na inną rozmowę (śmiech). 

Wróćmy zatem do jogi. Jakie jeszcze korzyści wynikają z regularnej praktyki? 

W Jogasutrach napisane jest, że długa nieprzerwana praktyka prowadzi do rozwoju „mocy”. W tradycyjnym rozumieniu jest mowa o mocach nadprzyrodzonych, ale w moim rozumieniu chodzi po prostu o poczucie w sobie mocy, czyli wpływu na własne życie. 

Dalsza część wywiadu pod zdjęciem

Hubert Suder podczas zajęć jogi w My Meditation Space

Czyli chodzi też o to, żeby przełamywać swoje schematy, blokady wewnętrzne, zarówno fizyczne, jak i psychiczne. W tym właśnie pomagają nam asany. Jesteś zwolennikiem, żeby siłowo je przełamywać, np. trwać w pozycjach mimo bólu czy być dla siebie łagodnym? 

To zależy od nastawienie do własnej praktyki. Jeśli zakładasz, że masz na nią całe swoje życie, to po co się spinać? Dobrze być jednak w pozycji na granicy w bólu. Nie trzeba w niego wchodzić, wystarczy to rozpoznawać. Jeśli masz dzień, że czujesz się silniejsza i możesz dać sobie więcej, wejdź głębiej w pozycję. Jeśli jest odwrotnie – odpuść. Kiedy praktykujesz z nastawieniem, że na postępy masz całe życie, to nie spiesz się. To jest kwestia szczerości wobec siebie i swojej praktyki. Warto też wejść głębiej i zadać sobie pytanie: po co masz robić tego psa z głową w dół, jeśli to jest dla Ciebie gotowa pozycja? Czy nie realizujesz przypadkiem wyobrażenia o tej pozycji? Jeśli tak, to utrwalasz swoje nawyki, swoje myślowe schematy. Warto się wówczas zatrzymać i zweryfikować je na nowo. 

Czy myślisz, że joga i jej założenia są nadal aktualne we współczesnym świecie? 

Żyjemy w świecie, w którym nauczyciele jogi przestają być guru. Ja się tak nie czuję, choć sporo doświadczyłem i sporo wiem. Ale tak samo jak inni uczę się, poszerzam swoje kompetencje i mam różne braki. Joga się zmienia, co najlepiej widać na przykładzie metodologii Iyengara, w której zmienia się system certyfikacji i nauczania. Dostrzeżono potrzebę, aby nauczyciel jogi znał zasady komunikacji bez przemocy czy anatomii ruchu. Być może warto, żeby przeszedł psychoterapię. Szkoła Iyengara, która znana była z wojskowego podejścia, krzyków, mocnych korekt, idzie w kierunku holistycznego podejścia. Bo nikt już nie praktykuje jak sam Iynegar. On był niesamowitym człowiekiem, ale był niezwykle wymagający, także wobec siebie. To podejście się zmienia. Wiele dziedzin czerpie z jogi, więc dlaczego joga nie miałaby czerpać z innych dziedzin? Uważam, że to dobre podejście. 

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Do zobaczenia na macie. 

Zostaw komentarz