Anna Szyniszewska jest psychoterapeutką tańcem i ruchem, a także psychologiem, coachem i mentorem. Uczy, leczy i medytuje. Na co dzień łączy prowadzenie psychoterapii z ciekawą i wymagającą pracą w korporacji. Nam opowiada, czym jest psychoterapia, jak działa i w jaki sposób łączy się medytacją.

Kasia Kubiak: W którym momencie w Twoim życiu pojawił się świadomy, terapeutyczny ruch?

Ania Szyniszewska: Pamiętam to dokładnie, bo to było bardzo osobiste przeżycie. Około 14 lat temu pojechałam na festiwal tańca do Poznania. Już wtedy miałam doświadczenie w terapii, ale to, co tam zobaczyłam, bardzo mnie poruszyło. Patrząc na tancerzy z Polskiego Teatru Tańca, a potem na uczestników warsztatów z choreoterapii, zachwyciłam się, ile tam było wolności i radości. Zobaczyłam ludzi, którzy po zajęciach mieli błyszczące oczy, pięknieli na zewnątrz i od środka. Po prostu zakwitali na moich oczach. Doświadczyłam wtedy po raz pierwszy tego niesamowitego powiązania ciała, ruchu i duszy.

Na tym festiwalu po raz pierwszy usłyszałam o 4-letnim szkoleniu organizowanym przez Polski Instytut Terapii Tańcem i Ruchem. To były podyplomowe studia psychoterapeutyczne z obowiązkiem terapii własnej. Wtedy poczułam, że chcę być w tym świecie i właśnie tym się zajmować. Zapisałam się na studia mimo że miałam ciekawą pracę w korporacji.

Ta praca Ci nie wystarczała?

Nie do końca, chociaż była i jest bardzo ciekawa. W korporacji robiłam różne rzeczy: byłam trenerem, kierowałam rozwojem, HRBP (ang. Human Resources Business Partner – przyp. red.), kierownikiem rekrutacji, dyrektorem. Czułam jednak, że potrzebuję być w innym głębszym kontakcie z ludźmi. To, co jest Twoja osobistą misją życiową, w pewnym momencie zawsze Cię zawoła.

W mojej pracy łączę teraz wszystkie ważne dla mnie role i cieszę się, że te dwa światy zaczynają się przenikać. Jestem supervisorem dla mentorów. Przekazuję wiedzę tym, którzy mają chęci i niezwykłe doświadczenia, ale brakuje im wiedzy o komunikacji i budowaniu relacji. Pracuję też z kobietami w ramach Mocy, wzmacniając kobiety poprzez coaching grupowy. Wszędzie tam wykorzystuję moje umiejętności i wiedzę.

Biznes jest już gotowy na medytacje, na ruch. Staje się on elementem wszystkich poważnych programów szkoleniowych, np. INSEAD. W Google są stałe programy mindfulness, bo to zwiększa efektywność.

Ostatnio prowadziłam event dla 100 osób na Zoomie i tam też przemyciłam 5 minutową rozgrzewkę. Bo kiedy ciało jest zmęczone i przeciążone, nie da się być kreatywnym. A ruch jest innym kanałem niż myślenie i działanie. Wprowadzenie elementów świadomości ciała, relaksu a nawet tylko oddechu, daje kompletnie inne, nieoczywiste odpowiedzi.

Jak to się dzieje, że taniec leczy? Jak wygląda sesja terapeutyczna, którą przeprowadza Anna Szyniszewska?

Sesje terapeutyczne, które prowadzę, są złożonym procesem. Zaczynają się od poczucia własnego ciała, od kontaktu z samym sobą. I to nie jest tak, że ktoś tańczy od razu. Taniec i ruch pomijają mechanizmy obronne – ludzie niechętnie tańczą, bo od razu są w kontakcie z tym, co wymaga zaopiekowania. Ale poprzez ruch docieramy do różnych swoich blokad w ciele. Tam ukryte są odpowiedzi – np. co mówią o Tobie napięte mięśnie. Ruch sprawia, że następuje transformacja i akceptacja tego, co się z Tobą dzieje. Z tego ruchu tworzy się taniec.

To doskonale widać na sesjach grupowych. Ludzie zaczynają dobrze się bawić, podają pomysły, są kreatywni, mimo że w życiu kreatywność im nie wychodzi. To są proste rzeczy, z których nagle robi się choreografia, performance, przedstawienie. Pojawia się radość, ale też inne emocje. Nie zawsze łatwe.

To jednak nie jest koniec procesu terapeutycznego. Ważna jest też werbalizacja, czyli omówienie tego, co się dzieje. W terapii trzeba zintegrować to, co jest poznawcze, z tym, co jest spontaniczne. Tak następuje połączenie lewej i prawej półkuli. Połączenie ciała z umysłem i z emocjami.

Każda sesja jest inna, a ja podążam za pacjentem. Niektórzy chętnie poddają się ruchowi, niektórzy mają większe opory. Z niektórymi pracuje z ruchem autentycznym, który jest rodzajem medytacji w ruchu: klient porusza się z zamkniętymi oczami, w takim zakresie, w jakim potrafi. Potem omawiamy te doświadczenia, lęki, oceny czy projekcje. Czasem dotykamy różnych bolesnych miejsc. To sprawia, że jesteśmy w stanie przetransformować to doświadczenie na coś otwierającego i służącego do zmiany, przyjemności.

Czy włączenie ruchu do psychoterapii sprawia, że jest ona bardziej skuteczna niż tradycyjna?

Jest wiele badań, dotyczących chociażby pracy z traumą, które potwierdzają, że ciało pamięta. Pisze o tym jedna z najsłynniejszych terapeutek w tym obszarze, Babette Rothshild. Potwierdza przy tym, że pewnych rzeczy nie da się przerobić rozmową, trzeba włączyć do terapii pracę z ruchem.

Obserwuję coraz większą otwartość na taki eklektyzm, bo terapeuci zauważają, że zaproszenie ruchu i tańca, przyspiesza pewne procesy. Ciało jest szybsze niż głowa, ciało nie kłamie, ciało od razu pokazuje, co się dzieje. To dla niektórych pacjentów bywa trudniejsze. Niektórzy potrzebują dużo czasu, zanim ten ruch się pojawi. Ale to oswajanie się z ruchem też jest procesem zdrowienia.

Nie chcę wartościować metod terapeutycznych, bo każda z nich ma swoje miejsce. Ludzie są różni, ale z moich doświadczeń wynika, że wprowadzenie do terapii ruchu i świadomości ciała sprawia, że stają się bardziej skuteczne.

Widzę tu sporo wspólnego z medytacjami aktywnymi OSHO, które także praktykujesz.

Medytacja to taka terapia w pigułce, która pomaga w codziennej higienie psychicznej. Kiedy kilka lat temu trafiłam do ośrodka medytacyjnego OSHO w Odessie, poczułam, że to jest to. Medytacja dynamiczna, która składa się z 5 faz, to moja tabletka na zdrowie. Nie zastąpi terapii, jeśli ktoś jej potrzebuje, ale na pewno ją uzupełnia.

W jednej z jej faz, w fazie chaotycznej, możesz wykrzyczeć i wyrzucić wszystko, czego nie chcesz w sobie trzymać. Jest też faza tańca, czyli taka czysta radość. I w końcu jest faza uspokojenia.

Ten komponent ruchu jest tu bardzo ważny. Zgadzam się z OSHO, że człowiek współczesny musi najpierw odreagować, żeby móc wejść głębiej. Medytacje aktywne mają w sobie element katharsis. Współczesny człowiek – zabiegany i zmęczony – potrzebuje najpierw wrócić do siebie, do swojego ciała, żeby wejść w stan Zen. 

W My Meditation Space prowadzisz jednak medytację Kundalini, która ma nieco inny charakter niż dynamiczna.

Będę prowadziła kilka medytacji rotacyjnie, chcę żeby ludzie mieli okazję doświadczyć i poznać bogactwo tych medytacji. Medytację Kundalini lubię, ponieważ pięknie doprowadza do rozluźnienia. Zaczyna się ją od drżenia, strzepywania, pozwolenia, żeby całe ciało było drganiem. Potem przez 15 minut tańczysz, a potem siadasz i medytujesz, żeby na końcu się położyć. To jest coś, co powinniśmy robić każdego dnia, żeby zachować zdrowie! 

Chciałabym prowadzić też przepiękną medytację wieczorną – Gourishankar, która dotlenia i uspokaja. Uwielbiam też medytację Devevani, która kontaktuje nas z wewnętrznym dzieckiem, pozwala na kontakt z nieświadomością i wpływa na głębszy sen.

Medytacje OSHO uwielbiam za kreatywność. On tworzył te medytacje, używając naukowego podejścia. Wiedział, że jak pooddychasz 15 minut, to wprowadzisz się w stan, jakbyś weszła na wielką górę. Dzięki temu się dotleniasz, relaksujesz, zyskujesz kontakt ze sobą na różnych poziomach: fizycznym, emocjonalnym, psychicznym. Żeby osiągnąć stan no mind, o który przecież chodzi w medytacji, trzeba poznać odpowiednie techniki.


Zajęcia w mymeditation.space odbywają się i rano, i wieczorem; zarówno w poniedziałki, jak i w piątki. Anna Szyniszewska prowadzi swoje sesje w piątki. Wybierz swoją ulubioną porę.


Co Anna Szyniszewska osobiście czerpie z medytacji?

Trudno to opisać słowami, bo to jest coś, co się dzieje na poziomie no mind. Każda medytacja daje mi coś zupełnie innego. Na bardzo osobistym poziomie, pozwala mi na powrót do siebie. W tym całym zamieszaniu, wielu zadaniach i obowiązkach, rolach, które pełnię – managera w korporacji, mentora, coacha, członka zarządu stowarzyszenia, terapeuty, mamy, partnerki – jest to moment, kiedy mogę być naprawdę ze sobą. Prawdziwa, bez masek. Kiedy potrafię nazwać swoje potrzeby. Czasem pomaga mi w odpoczynku, uporządkowaniu planów. Czasem po prostu daje mi rozluźnienie i pozwala utrzymać zdrowie. To jest coś, bez czego nie wyobrażam sobie życia, element codziennej higieny osobistej.

Dziękuję za rozmowę i za podzielenie swoim doświadczeniem terapeutycznym i medytacyjnym. Do zobaczenia na wspólnej medytacji.

Leave a comment