Mimo zmęczenia przetrwałam poprzedni dzień z całkiem przyzwoitą energią. Dziś rano włączył się do gry mój stary przyjaciel – autosabotażysta. Jego pierwsza sugestia po przebudzeniu: no i po co ci to? Na każdy racjonalny argument miał inny, też całkiem racjonalny. Że nie mam czasu na takie pierdoły, że i tak nie wytrwam przez następne kilka tygodni, że jeden dzień przerwy nie zaszkodzi (po zaledwie jednym dniu, c’mon!). Byłam jednak uparta.

Medytacja dynamiczna – faza pierwsza

Tym razem mniej piszę w głowie ten tekst, a bardziej skupiam się na wydechu. Mam chyba jednak mniej sił, bo częściej biorę oddech przez usta, a to powoduje inne, mało przyjemne doznania i komplikacje. Muszę zwolnić tempo, ale dzięki temu znowu powracam do obserwacji.

Medytacja dynamiczna – faza druga

Dziś wchodzę w nią wyjątkowo łatwo, jakbym tylko na nią czekała. Znów jestem totalna i poddaję się wszystkiemu, co przychodzi. W pewnym momencie mój mózg podsyła mi wizję, że ten żal, smutek i wściekłość zostaną już ze mną na zawsze i nigdy się od nich nie uwolnię, choćbym nie wiem, jak chciała je wyrzucić z siebie. Ogarnia mnie rozpacz i zatapiam się w niej.

Medytacja dynamiczna – faza trzecia

Rozpacz mija i zastępuje ją spokój. To dziwne, bo dla mnie ta faza kojarzy się z walką o przetrwanie, a nie spokojem. Zauważam, że im bardziej obserwuję, co się ze mną dzieje, tym mniej mam przykrych sensacji z ciała. Ciało jednak wygrywa i w pewnym momencie opuszczam ręce. To nic, myślę. Wracam do spokoju i obserwacji, choć jest coraz trudniej. Pod koniec medytacji zaczyna szczekać pies, zaniepokojony dziwnymi odgłosami.

Medytacja dynamiczna – faza czwarta

Pies szczeka. Nie reaguję. Obserwuję. W miarę upływu czasu pies się rozkręca. A moja lewa ręka (znowu ona) zaczyna drętwieć. Hałas podczas fazy ciszy to chyba jednak dla mnie za dużo na dziś. W końcu nie wytrzymuję i uspokajam psa. Energia wytworzona podczas poprzedniej fazy medytacji dynamicznej ulatnia się natychmiast. Mój mózg zaczyna podsyłać mi katastroficzne myśli, że moja ręka od odrętwienia zaczyna sinieć i staje się niesprawna na zawsze. Wiem, że to tylko umysł, ale nie potrafię mu się oprzeć i opuszczam rękę. Sensacje są nie do zniesienia, więc zaczynam poruszać dłonią, a potem ramieniem. Jestem już całkowicie „wybudzona”.

Medytacja dynamiczna – faza piąta

Dziś mój mózg daje mi popalić i tutaj. Trudno mi wejść w stan „czysta przyjemność”, bo zamiast tego czuję (myślę?), że muszę rozruszać zastane i napięte mięśnie. W końcu zaczynam podążać za ciałem i muzyką.

Po praktyce czuję wdzięczność. Za to, że nie zrezygnowałam. I że ma to już dziś za sobą. Mimo mieszanki emocji, której przed chwilą doświadczyłam, teraz jestem spokojna i zadowolona z siebie. W końcu przetrwałam kolejną dynamiczną!

Czytaj także:
Medytacja dynamiczna – pamiętnik z wyzwania medytacyjnego (wstęp i dzień pierwszy)

Co było dalej:
Medytacja dynamiczna – pamiętnik z wyzwania medytacyjnego (dzień 4)
Medytacja dynamiczna – pamiętnik z wyzwania medytacyjnego (tydzień drugi)
Medytacja dynamiczna – pamiętnik z wyzwania medytacyjnego (tydzień trzeci)

Leave a comment